• Warszawa
  • Wrocław
  • Poznań
  • Kraków
  • Gdańsk
  • Łódź
  • Szczecin
  • Bydgoszcz
  • Lublin
  • Katowice
  • + 10 km
  • + 20 km
  • + 50 km
  • + 100 km
  • + 200 km

Wyrzuty sumienia z powodu przejedzenia...po tłustym czwartku.

10.02.2017 6 komentarzy
Wyrzuty sumienia z powodu przejedzenia...po tłustym czwartku.
Luty to zwykle miesiąc tłustej rozpusty. Gdy czytacie ten artykuł, cukiernicy z całą pewnością wykupili już zapasy taniego oleju do smażenia i dotarli do źródła najlepszego glutenu.

Pączki, na które czekamy cały rok, muszą przecież być puszyste. I bosko pachnieć wanilią… A smaki przecież najlepiej wydobywa tłuszcz, czyż nie? 

Zwyczaj jedzenia pączków towarzyszy nam od czasów pogaństwa. Gdy zbliżała się wiosna, nasi pradziadowie sięgali co wyrób podobny do chleba, który nadziewali tłuszczem… i świętowali… Nam pozostała namiastka tego zwyczaju. Podjadamy pączki faszerowane słodkim „czym się da” oraz faworki. U mnie w ten weekend całkiem gościnnie wylądowały pączki… z bitą śmietaną w środku. 

I co? Żyjemy…  Z punktu widzenia dietetyki podjedliśmy same węglowodany. Ale za to było przyjemnie… Jesteśmy ruszającą się rodziną – żadne pączki nam nie straszne… 

Choć niezupełnie. Jeden pączek to 20 minut biegu… 2 pączki wymagają zaangażowania ok. 40-u minut. Macie tyle czasu dla siebie? A przy mojej białkowo – tłuszczowej diecie taki jeden pączek to szansa na rozhamowanie i duże straty emocjonalne.

 

Tak, tak – ja, Wasz psychodietetyk, też doświadczam wyrzutów sumienia. Niestety nie mam w genach zapisanej szczupłej sylwetki. Przeciwnie, wszystkie znaki na niebie i ziemi wskazują, że mnie jest trudniej niż ulubienicy tłumów - Ani Lewandowskiej. Nie te lata. Nie ten mąż. Nie te geny… Nie tylko muszę – jak każdy – codziennie się ruszać, to jeszcze muszę mocno kontrolować ilość spożywanych makro (tłuszcze, węglowodany, białka). Nie dlatego, że to lubię – ale dlatego, że wiem, czego nie chcę.  Nie chcę być gruba, ciężka i chora. Jeden pączek może mnie nie zabije, ale potężnie zaburzy mój system działania, w którym kontrola skoków insuliny jest pierwszorzędną czynnością… Gdy zjadam pączka – mój mózg brutalnie ją budzi, a ta zaczyna biegać jak szalona i upychać ten cały cukier po kątach. Pewnie po to, żeby nikt jej nie powiedział, że sobie spała i nic nie robiła… No i jeszcze dochodzi cała ta zabawa z emocjami i wyrzutami sumienia. Zdecydowanie wolę siebie taką twardą, coś w stylu HardStyleWoman, niż rozproszoną i w głowie obracającą to obrazek całego pączka, to nadgryzionego… i tak w nieskończoność… Wiecie na pewno o co chodzi… Czuję się wtedy taka słaba, i głodna, i jakoś tak dziwnie pobudzona… Tak mam właśnie po zjedzeniu słodyczy oraz pieczywa. Popatrzcie u siebie, jak Wy się macie, gdy insulina buszuje w teiwewte…   

Zupełnie inaczej jest, gdy zjadam boczek, awokado, jaja, ryby, orzechy. Insulina bosko przysypia, a te wszystkie MUF-y obecne w tłuszczu sprawiają, że moje boczki znikają w oczach… Oczywiście nie zapominam o warzywach i owocach. To jest podstawa dobrej diety normalnego człowieka – nie pączki i bułki, które tak pysznie smakują w towarzystwie kawy… 

„Ale przecież ten jeden pączek…” – znacie to na pewno… - „Ten jeden, jedyny, ostatni… nie sprawi, że zaraz będę gruba…”. 

To prawda, ale ten jeden pączek istotnie wpłynie na przemiany chemiczne w Twoim organizmie. Możesz sobie pomóc jedząc przez pół dnia owoce – podniesiesz poziom insuliny w organizmie – a wtedy ten jeden pączek jakoś się ukryje i nie dopadnie Cię nagły spadek energii. Jeśli się upierasz przy tym pączku – to proszę bardzo. Oto strategia. Ale czy oprzesz się kolejnej porcji pączkowych, niskiej jakości węglowodanów oraz tłuszczy? Zjedzenie jednej porcji będzie sygnałem dla twojego mózgu, że jest pozwolenie na podjadanie. Jesteś pewna, że masz tyle mocy, żeby się oprzeć sygnałom, które płyną z głowy? A co potem? Jak przerabiasz swoje wyrzuty sumienia? Na bieżni czy raczej w drzwiach lodówki?

Ja jestem w tej walce ze swoim umysłem cały czas słaba – więc nie zaczynam. Pomaga mi w tym racjonalne spojrzenie na rynek cukierniczy: wiem o tym, że te tłusto-czwartkowe specjały są najgorsze z możliwych; że są smażone w tanim tłuszczu, przez całą noc, często zbyt długo i przez to konieczne jest polanie ich solidną porcją lukru… bleeee… Na samą myśl już mnie mdli. A do tego często są zgniecione w transporcie. Przecież nikt nie dał im wystygnąć, tylko od razu ładowano je, pod sufit, do skrzynek wyłożonych pergaminem. Potem zalegały do świtu na zakurzonym zapleczu… Przypomnijcie sobie te wszystkie tłuste plamy… i paprochy obok… Tak, plamy pochodzą z tłuszczu, w którym smażono pączki… 

No i żeby jeszcze to był tłuszcz… Nic z tych rzeczy. Jeśli twój pączek kosztował 40 groszy możesz być pewna, że smażony był na czymś, co ma jedynie właściwości tłuszczu – po kilku godzinach w kotle nie puści z dymem smażalni. Jeśli już masz zjeść tego dnia pączka – skieruj swoje kroki do cukierni, którą znasz i cenisz za jakość produktów. Nie oszczędzaj kupując pączki w dyskoncie… Pliiis.

Ja w Tłusty Czwartek nie czekam na pączki – choć mąż zastrzega się, że w tym roku też mnie sprawdzi i zaopatrzy się w coś specjalnego. Dużo większą frajdę będę miała ze zjedzenia prawdziwego burgera z awokado. Z kolei ja uprzedziłam go, że będę chciała wyjść na wielkie żarcie na miasto…. Po pierwsze będę mieć pewność, że mi się ten burger cudownie nie rozmnoży w ręku. Na pewno nie obudzi mojej insuliny do działania… Będzie lepszy dla moich pośladków od jakiegoś tam, byle pączka… 

A teraz coś dla tych, którzy się upierają i zostają przy jednym, jedynym w roku pączku:

zaplanuj na ten dzień ruch. Ale nie taki byle jaki, typu „nooo, to zejdę z kanapy”, tylko taki konkretny typu bieganie, skakanie, balansowanie na linie nad przepaścią… Jeden pączek = 20 minut intensywnego treningu, 2 pączki = 40 minut, 4 pączki = min. 60 minut, 7 pączków = zaplanuj konkretne, dwugodzinne brykanie po okolicy, a do tego wrzuć na luz z jedzeniem przez kolejne dni… No i odwiedź mnie – Twojego psychodietetyka. Zmieszczenie tylu pączków to coś nadzwyczajnego – jestem ciekawa, jak to zrobiłaś?

zaplanuj zawczasu ile pączków się zmieści – do tego dodaj 2. Wiadomo, że siła woli się wyczerpuje, ale miej coś czego Twój mózg będzie się trzymać. Ty i Twój mózg razem jesteście super-teamem, ale gdy w kalendarzu tłusty czwartek… przyjaźń się rozpada. Zostają tylko mocne programy mentalne. Z całą pewnością zjesz więcej pączków. Nie miej co do tego złudzeń.

zaplanuj zakup pączków w najlepszym miejscu. Miej chociaż cień gwarancji, że ten kto Ci sprzedaje produkt, troszczy się o jego jakość i o twoje zadowolenie. Nie idź na taniochę, proszę Cię. Twoje serce jest warte tego, żeby zapłacić za pączka 4 złote zamiast 50 groszy… 

A od piątku, tego po tłustym czwartku, zapraszam do siebie. Na gratisową konsultację dotyczącą wyrzutów sumienia z powodu przejedzenia. I z powodu złości na siebie, że nie potrafisz się powstrzymać☺ 

autor: Monika Kurdej, terapeuta otyłości

Podobne artykuły

Zabawa w zmianę nawyków.

Zabawa w zmianę nawyków.

18.11.2016 12 komentarzy

Tradycyjne podejście do odchudzania zakłada: mniej jeść – więcej się ruszać. I generalnie, właściwie dla wszystkich jest oczywiste, że nie da się schudnąć bez diety i ruchu…

Twoja lokalizacja: nieokreślona